Dobór odpowiednich kosmetyków to dla każdej z nas bardzo duże wyzwanie, w końcu nie chcemy ani eksperymentować narażając skórę na niekorzystne czynniki, ani szukać ideałów w nieskończoność... O kosmetykach mineralnych głośno zrobiło się już jakiś czas temu, ale tak naprawdę dla wielu z nas, nadal jest to teren nieznany. 

Niecałe dwa miesiące temu miałam ogromną przyjemność rozpocząć testowanie z marką Lily Lolo. 
Bardzo spodobało mi się już samo podejście do mnie jako klienta, wyjaśnienie działania i poprawnej aplikacji krok po kroku. Od razu na wstępie chciałabym wspomnieć, że choć aplikacja podkładu nie była dla mnie niczym trudnym, to aby uzyskać pożądany efekt - jednak należy się przyłożyć. To nie są produkty dla osób, które w 2 minuty chcą mieć zrobioną tzn. tapetę. Aby cieszyć się naturalnym, korzystnie na nas wpływającym i zadowalającym nas w stu procentach efektem należy rzeczywiście, jak już wspomniałam się napracować. Jednak już kiedy wypracujecie swój własny sposób, aplikacja będzie szła jak z płatka i nawet się nie zastanowicie ile jeszcze przed wami. 
Absolutnie to nie jest antyreklama, bo po długich testach zdecydowanie chcę polecić wszystkie produkty, o których zaraz krótko opowiem.

Do testów otrzymałam właściwie pełny, niezbędny dla mnie zestaw kosmetyków. Podkład mineralny (odcień barely buff), matujący puder (flawless matte), zestaw do konturowania (sculpt & glow contour duo) oraz cudownie miękki pędzel (Super Kabuki). 

Podkład mineralny aplikuję zazwyczaj w 1-2 cieniutkich warstwach, choć na większe wyjścia ta liczba zmienia się do 3-4 warstw - równie cienkich. W słoiczku, znajdziemy zakręcane siteczko za pomocą, którego możemy bez obaw dać odrobinę produktu na zakrętkę, skąd pędzlem delikatnie "wmasujemy" produkt we włosie, aby następnie zaaplikować go na skórę. Sposób ten jest bardzo wygodny i co ważne - sterylny. Za pomocą opisu na stronie (Jak dobrać idealny odcień podkładu mineralnego) oraz wskazówek Pani Aleksandry - zdecydowałam się na odcień barely buff. Dawno nie trafiłam tak idealnie z odpowiednim kolorem. Fantastycznie stapia się on z moją skórą i po odpowiedniej aplikacji idealnie prezentuje się na twarzy. Przez cały okres testów nie zauważyłam pogorszenia stanu mojej cery, dlatego wiem już, że kosmetyki mineralne mają dobry wpływ na nią. W moim przypadku, produkt aplikowany jest kolistymi ruchami zaczynając od środka twarzy, idąc w kierunku zewnętrznym. Nie pytajcie mnie dlaczego tak jest, ale stosowałam się do zalecenń i było to dobre wyjście. Następnie utrwalam całość (w moim wypadku) matującym pudrem - powtarzając poprzednie kroki, tutaj nakładam raczej jedną warstwę. Do obu produktów używam wspomnianego wyżej pędzla Super Kabuki. Przysięgam, jest to dla mnie najbardziej miękkie włosie, jakie kiedykolwiek miałam. Aplikacja jest jak masaż piórkiem. Ponadto, fantastycznie zgrywa się z sypkimi kosmetykami marki.
Obawiałam się troszkę zestawu do konturowania. Zazwyczaj bronzer jest dla mnie za bardzo pomarańczowy, a rozświetlacz niewidoczny. Okazało się jednak, że niepotrzebnie. Piękny efekt odpowiada mi w stu procentach, a mogliście go zobaczyć już na poprzednich zdjęciach i na pewno jeszcze nie raz go ujrzycie, choć przy tej sesji zdjęciowej,  postawiłyśmy na lekkość i rozświetlenie naturalne, skupiłyśmy się na cerze pokrytej podkładem i pudrem. 

Jeśli macie do mnie pytania o kosmetyki naturalne, z wielką przyjemnością odpowiem na nie w komentarzu. Jest to dość szeroki temat i gdybym chciała krok po kroku nad wszystkim się rozwodzić mogłabym napisać kilkustronicowy esej. Dwa miesiące temu zaczęłam swoją przygodę w tym kierunku i dzisiaj wiem, że warto zainwestować w coś lepszego - dla lepszych efektów. Jestem zadowolona z działania i lekkości mojego makijażu wykonanego produktami Lily Lolo. Mogę skupić się na mocnym nawilżeniu swojej skóry, co jest niezbędnym krokiem przy używaniu takiej formuły. Suche partie twarzy zostaną przez sypkie produkty podkreślone, ale przy dobrej pielęgnacji - efekt końcowy będzie na waszą korzyść.  


Foto: Gabriela Mamcarczyk
Postprodukcja: Sara Dunaj